motywacja

Od zera do trenera

Dla wielu z nas początek roku to dobry moment na rozpisanie planów oraz celi, które chcemy osiągnąć i zrealizować. Najczęściej wtedy chcemy zacząć odchudzanie. Pierwszy stycznia staje się momentem nowej szansy i często z nadzieją patrzymy na kolejne nowe 365 dni. Osobiście przez wiele lat „zaczynałam od nowego roku”. Szczerze? Z dość marnym skutkiem. Tak naprawdę jeśli chcemy coś zacząć to data nie ma znaczenia. Możesz to zrobić w każdej dowolnej chwili – nie musisz czekać na poniedziałek, nowy miesiąc czy nowy rok. Każdy moment jest dobry i odpowiedni. 

W tym poście chciałabym podzielić się z Wami moją historią związaną z odchudzaniem. W tym roku minie już 5 lat od kiedy podjęłam decyzję „odchudzam się”  i zrobiłam to – schudłam 27 kg! Mam nadzieję, że moje doświadczenie  kogoś zmotywuje i zachęci do działania. Skoro podejmujesz wyzwanie wraz z początkiem roku – to działaj nie czekaj. Nie szukaj wymówek – ja też nie wiedziałam jak to zrobić…
I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu sport był dla mnie czymś tak obcym i praktycznie nieobecnym w moim życiu – poza lekcjami wf w szkole a później na studiach a dzisiaj nie wyobrażam sobie kilku dni bez jakiejkolwiek aktywności. Zanim jednak zaczęłam pałać miłością do aktywnego uprawiania sportu przeszłam długa drogę ze wzlotami i upadkami. Historia była długa i kręta. Cała historia zajęłaby kilka ładnych stron, dlatego skróciłam ją jak to tylko możliwe.
Od kiedy pamiętam zawsze byłam grubsza niż większość moich rówieśników. Moją słabością od zawsze były słodycze. To one pomagały mi przetrwać stresy związane ze szkołą. Zaczynając od szkoły podstawowej a kończąc na studiach kiedy  to zaczęło się zmieniać moje podejście do odchudzania ( zarówno prace licencjacką jak i magisterską pisałam na temat zdrowia i otyłości). W swojej historii miałam kilka zrywów, które kończyły się sukcesem i zgubieniem kilku kilogramów. Jednak wszystko wracało jak bumerang. Mimo wszystko cały czas próbowałam i choć czasami się poddawałam nadszedł moment kiedy dojrzałam do podjęcia decyzji o tym, że chcę schudnąć – na poważnie. I nie był to żaden kalendarzowo ważny dzień – ani początek roku ani poniedziałek – zwykły dzień w środku lata (choć dla mnie wyjątkowy).
Pamiętam dokładnie, że to był sierpień 2013. Pojechałam na weekend w góry.  Najgorętszy okres w lecie. To była moja pierwsza wizyta w górach.  Pierwszy raz zobaczyłam góry na własne oczy. Tak z blika. Tak namacalnie. Zawsze o tym marzyłam a tutaj marzenie się spełniło. Mieliśmy się udać na wędrówkę po górach. Z samego rana spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy z planem w ręku.  Kiedy zobaczyłam ten nieziemski widok zaparło mi dech w piersi. Piękna, dziewicza przyroda a do tego czyste powietrze, którym nie potrafiłam oddychać. Byłam wniebowzięta – zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Nie wiedziałam co mnie czeka. Szło się dobrze aż do pierwszego wzniesienia wtedy to moja dość spora nadwaga dała o sobie znać. Ważyłam wtedy około 80 kg przy wzroście 160 – to dużo za dużo. Serce waliło a twarz była czerwona od wysiłku. Ale udało się dojść do celu. Ta bliskość gór i ten ogromny wysiłek jaki trzeba było włożyć w tę wędrówkę oraz świadomość tego, że w sumie to nie ma odwrotu. Bo jak zaszłam już tak daleko to miałam się nagle wracać? A z drugiej strony, żeby wrócić też musiałam iść, bo przecież nikt mnie z powrotem nie zaniesie. To była taka konfrontacja samej ze sobą. Coś wspaniałego z dzisiejszej perspektywy oczywiście bo wtedy wcale nie było mi do śmiechu. Pot zalewał policzki a mięśnie trzęsły się z wysiłku. Wędrowałam dzielnie. 

Jakoś podświadomie traktowałam tą wędrówkę jako wyzwanie – wewnętrzną walkę z samą sobą. Po kilkunastu kilometrach dotarliśmy na Polanę Jakuszycką. Zmęczenie dało się we znaki i towarzysze wędrówki urządzili sobie drzemkę. Ja nie mogłam zasnąć. Rozmyślałam. Myślałam o największym problemie jaki mi wtedy doskwierał czyli mojej nadwadze.  Próbowałam się zastanowić co dalej. Czułam, że to jest ten moment kiedy to muszę podjąć decyzję. Dotarło do mnie, że mam jedno życie, jestem tu na chwilę  i nie mogę zmarnować danej mi szansy. Postanowiłam coś ze sobą zrobić. Podjęłam się tego aby schudnąć, ale tak na poważnie. Nie miałam nic do stracenia. Cały czas krążyła mi w głowie myśl, że jak nie teraz to kiedy? Nigdy nie będzie idealnego momentu, dlatego nie powinnam dłużej zwlekać i użalać się nad sobą. To był pierwszy dzień mojego nowego życia, nowego rozdziału. Nie wiedziałam jak za to wszystko się zabrać. Wcześniej przetestowałam na sobie kilkanaście diet – wszystkie bez większych efektów. Co do ćwiczeń to coś tam próbowałam ale za szybko i bez namysłu co doprowadziło tylko do braku chęci oraz nadwyrężeniem wszystkich możliwych mięśni. Jednak panował wtedy boom na fitness. Co chwilę pojawiały się nowe programy treningowe i nowe „fitnesski”. Postanowiłam znaleźć coś dla siebie. Kiedy po raz pierwszy włączyłam płytę z treningiem poddałam się po 5 minutach. Dostałam okropnej zadyszki i bólu mięśni. W sumie nigdy wcześniej nie ćwiczyłam więcej niż tego ode mnie wymagano. Ale jakoś od zawsze sport mnie pociągał. Uwielbiałam oglądać transmisje w telewizji wyobrażając sobie jak to jest byś kimś uprawiającym sport. Miałam okazję to poznać na własnej skórze. Początki były mega ciężkie. Nie poddawałam się jednak. Z każdym dniem szło mi lepiej. Gorzej bywało z dietą. Ciężko mi było odmówić sobie czegoś słodkiego. Starałam się jednak jeść trochę mniej. Efekty zaczęły się w końcu pojawiać jednak w bardzo wolnym tempie. Byłam mimo wszystko tak zdeterminowana, że walczyłam dalej. W wyobraźni miałam swój obraz jako szczupłej oraz pełnej energii osoby.Trenowałam dzielnie natomiast ciągle kulała sprawa mojego odżywiania. Nadszedł jednak kolejny przełomowy moment w moim życiu. Odeszła ode mnie bardzo mi bliska osoba. Zostałam postawiona przed wyborem: poddać się albo jeszcze bardziej się zaangażować. Wybrałam to drugie. Jeszcze bardziej zachciało mi się żyć i starać się dla siebie. Zaczęłam czytać kolejne książki tym razem o odżywianiu. Oglądałam filmy dokumentalne z tym związane. Chłonęłam wszystko co wiązało się z jedzeniem jak gąbka. Szukałam informacji i wybierałam to co było dla mnie dobre. Uczyłam się obserwować swój organizm i jego potrzeby. Zaczęłam z nim współpracować i słuchać co chce mi przekazać. I tak rozpoczął się kolejny etap mojego wtajemniczenia związanego z odchudzaniem. Trwa do dziś. Cały czas uczę się czegoś nowego. Panuje tyle sprzecznych opinii, że czasem ciężko w coś uwierzyć. Jednego dnia coś jest dobre a na drugi dzień okazuje się, że jednak nie. Pojawiają się nowe badania dające nowe światło na pewne sprawy dotyczące tego co jemy. Temat jest szeroki i zapewne niewyczerpalny. Świat żywienia stał się moją pasją. Podobnie jak aktywność fizyczna bez której nie wyobrażam sobie dnia. 

Wszystkie przebyte doświadczenia bardzo dużo mnie nauczyły przede wszystkim o samej sobie oraz otaczającym mnie świecie. Z perspektywy czasu wiem, że to wszystko musiało się wydarzyć. Cały czas pamiętam jak ciężko jest na początku tej drogi. Nadwaga to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod taflą wody ukryta jest niezliczona ilość kompleksów, emocji, uczuć oraz gniewu, złości czy nadziei. Jeśli ta nadzieja tam jest i płomień jej się tli to jest dobry znak. Nic nie zostało stracone. Dziś wiem, że można wszystko. Potrzebowałam jednak kilku lat by to sobie uświadomić.  Zdobyłam się na odwagę oraz wyjście ze swojej strefy komfortu  i zrobiłam kurs trenera personalnego oraz liczne kursy i szkolenia związane z dietetyką. Dzisiaj pragnę pomóc ludziom w dążeniu do zgubieniu kilogramów. Poznałam to na własnej skórze i doskonale wiem, jak się czuje taka osoba. Znam ten ból, frustrację i niemoc. Wiem jakie to uczucie kiedy o każdej porze wypełnia Cię strach i lęk. Masz mętlik w głowie i nie wiesz co dalej. Ja to wszystko doskonale znam. Wiem jakie wtedy wszystko wydaje się ciężkie i trudne do zrobienia. Niby wystarczy mniej jeść i poruszać się – bo tak mówią specjaliści. Łatwo się mówi ale to nie jest proste, dlatego chcę na własnym doświadczeniu pokazać, że mimo wszystko  można naprawdę dużo osiągnąć. W swojej drodze byłam sama, bo tak chciałam. Wiedziałam, że jest to podróż której celem nie jest tylko zgubienie kilogramów ale przede wszystkim poznanie samej siebie. Ty możesz liczyć na moją pomoc. Mogę zaoferować Ci pomoc  w ułożeniu diety, wsparcie na treningu czy po prostu pocieszyć dobrym słowem i zmotywować do działania. Droga odchudzania może być ciekawa, pełna nowych wyzwań. Do Ciebie należy decyzja czy chcesz to zrobić. Zrób krok i podejmij się tego wyzywania.  Wierzę w Ciebie. 

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *